Sport

Grbić postuluje zmianę harmonogramu turniejów. Polska triumfuje w Mediolanie

Polska siatkówka męska triumfowała na mistrzostwach Europy, zdobywając złoty medal. Jednak nawet ta radość nie przesłoniła dyskusji na temat organizacji turnieju, którą zainicjował selekcjoner reprezentacji Nikolę Grbić. Doświadczenia z imprezy, która rozciągnęła się na niemal trzy tygodnie, skłoniły wielu zawodników i szkoleniowców do refleksji nad jej strukturą.

Wydłużony turniej a kondycja zawodników

Biało-Czerwoni spędzili ponad dwa tygodnie w bułgarskiej Sofii, gdzie uczestniczyli w meczach fazy grupowej oraz spotkaniach pucharowych aż do ćwierćfinału. Polska drużyna należała do bardziej uprzywilejowanych ekip, ponieważ dopiero na etapie strefy medalowej musiała przenieść się do Mediolanu we Włoszech. Pomimo tego przywileju, zawodnicy i sztab szkoleniowy podkreślali problemy wynikające z rozciągnięcia turnieju w czasie.

Przyjmujący Tomasz Fornal wprost mówił o uciążliwościach związanych z długimi przerwami pomiędzy poszczególnymi spotkaniami. „16 dni, zaraz będzie 17 jak już tutaj jesteśmy. Długie są te mistrzostwa i nie wiem, czy trochę nie za długie” – stwierdził zawodnik. Zwrócił uwagę, że w fazie grupowej oraz przed ćwierćfinałem pojawiały się niepotrzebnie rozłożone w czasie mecze. „Może powinno być trochę bardziej intensywnie. Nie wiem, jak inni zawodnicy na to zareagują, ale te spotkania można trochę szybciej rozgrywać” – dodał Fornal po starciu z Niemcami.

Zawodnik przyznał, że rozumie konieczność przemieszczania się między miastami dla niektórych reprezentacji, ale struktura całego turnieju była przytłaczająco rozproszona. Zaznaczył także, że utrzymanie koncentracji w tak długim okresie stanowi ogromne wyzwanie. „Staramy się pozostać oczywiście skupieni, tylko ile można oglądać tiktoki i kolegów, którzy streamują gry komputerowe” – mówił z ironią.

Brak intensywności treningowej podczas mistrzostw

Fornal podkreślił znaczący problem związany z turniejem – brak możliwości budowania formy fizycznej. „My tak naprawdę przez te 16 dni mieliśmy chyba dwa czy trzy poranne treningi, więc czasu wolnego jest naprawdę dosyć sporo” – wyjaśnił. Zawodnik zaznaził, że chociaż może być pokusa, by wykorzystać pobyt w Bułgarii do turystyki, jego zespół zdawał sobie sprawę z odpowiedzialności. „Człowiek też chce być skoncentrowany, bo nie jesteśmy na wakacjach w Bułgarii, żeby latać po mieście, zwiedzać zabytki” – podkreślił.

Atmosfera zespołu jako klucz do sukcesu

O podobnych wyzwaniach mówił rozgrywający Kamil Semeniuk. Zwrócił uwagę na kwestię monotonii towarzyszącej długiemu turniejowi. „Ta rutyna była już dość długa, bo jak koledzy wyliczyli to 17 dni, więc sporo czasu spędziliśmy w Bułgarii” – powiedział. Choć docenił zmianę lokalizacji w końcowej fazie, Semeniuk podkreślił, że żaden z zawodników nie narzekał na warunki pobytu. „Naprawdę bardzo fajnie i przyjemnie spędziliśmy tutaj czas, fajnie nam się grało, nie mamy co narzekać na wyżywienie i generalnie organizację” – zaznaczył.

Semeniuk upatrywał głównego sukcesu polskiej reprezentacji w atmosferze panującej w zespole. „Naprawdę daliśmy radę atmosferą, bo przez 17 dni mogło się dać we znaki lekkie znużenie i powtarzalność każdego dnia, żarty mogły zacząć nas troszaczkę irytować, ale daliśmy radę i fajnie, że wytrwaliśmy w dobrej atmosferze” – wyjaśnił przyjmujący.

Rozgrywający Marcin Komenda wskazał na znaczenie angażowania zespołu poza boiskiem. „Długo byliśmy w Bułgarii i potrzebna była ta zmiana. Choć mieliśmy szczęście, że nie musieliśmy podróżować, jak Francuzi, którzy fazę grupową rozgrywali w Rumunii, na dwa mecze pucharowe przenieśli się do Bułgarii, a o medale zagrali we Włoszech. Mieliśmy jednak atrakcje drużynowe, które sprawiały, że czas nam leciał szybciej” – powiedział Komenda.

Również Finowie dostrzegają problemy w harmonogramie

Krytyka organizacji turnieju nie była monopolem polskich zawodników. Podobne uwagi wyrażała brązowa medalistka z Finlandii. Kapitan fińskiej reprezentacji Antti Ronkainen zwrócił uwagę na fizyczne wyzwania związane z intensywnością imprezy. „Wyzwaniem jest intensywność całego turnieju. W krótkim czasie rozgrywamy wiele spotkań, do tego dochodzą podróże i obowiązki organizacyjne” – wyjaśnił.

Ronkainen wskazał na konkretny przykład uciążliwości. „Choćby ćwierćfinał zakończyliśmy późnym wieczorem, praktycznie około północy, a już kolejnego dnia rano musieliśmy ruszać w dalszą drogę. To właśnie aspekty fizyczne są dla nas najważniejsze. Musimy zadbać o odpowiednią regenerację, sen i odżywianie” – powiedział kapitan Finów.

Dlaczego turniej trwa tak długo?

Struktura mistrzostw Europy uległa znaczącej zmianie ze względu na rozszerzenie liczby uczestniczących drużyn z ostatnich lat. Turniej obejmuje aktualnie 24 reprezentacje podzielone na cztery grupy po sześć zespołów. W fazie grupowej każda drużyna musi rozegrać pięć meczów. Rozciągnięcie imprezy w czasie wynika także z faktu, że rozgrywki odbywają się w czterech różnych krajach, co wymaga uwzględnienia dni na podróże między państwami.

Perspektywa trenera Grbića na rozwój siatkówki europejskiej

Selekcjoner polskiej reprezentacji Nikolę Grbić rozumie filozofię stojącą za ekspansją turnieju. Uważa, że zarówno Europejska Konfederacja Siatkówki (CEV) jak i Światowa Federacja Siatkówki (FIVB) mają słuszne powody do zapraszania mniejszych federacji do udziału w mistrzostwach.

„To jest problem małych federacji, reprezentacji, które nie mają dobrych wyników, nie mają znaczącej tradycji, nie mają możliwości gry w Lidze Narodów. Dla nich grać w mistrzostwach Europy to jest fantastyczne doświadczenie” – wyjaśnił Grbić logikę za tym posunięciem. Podkreślił jednak, że zdaje sobie sprawę z perspektywy czołowych drużyn. „Ja rozumiem to, że jeśli CEV chce rozwijać siatkówkę, to jest dobry pomysł, żeby oni grali. Bo jeśli nie, to będą grać w Lidze Europejskiej i tyle plus towarzyskie mecze” – dodał.

Jednocześnie Grbić zaznaczył znaczenie regularnego grania dla rozwijających się reprezentacji. „Ale ja wiem, że jeśli ty chcesz być lepszym, to musisz grać z mocnymi przeciwnikami, musisz grać w Lidze Narodów, bo wtedy jest dużo meczów, w których ty musisz się nauczyć grać. Potem poziom będzie lepszy, z każdym sezonem” – wyjaśnił serbski szkoleniowiec.

Trudności dla mistrzów turnieju

Rozszerzenie imprezy stwarza jednak poważne wyzwania dla czołowych drużyn walczących o medale. Grbić zwrócił uwagę na praktyczne aspekty grania przez trzy tygodnie na najwyższym poziomie. „Czasami jest nam trudno grać dużo meczów. Jest trudno w mistrzostwach Europy, które trwają trzy tygodnie. Bo jest bardzo ciężko zostać na tym samym poziomie trzy tygodnie” – mówił serbski szkoleniowiec.

Grbić wskazał na problematyczną strukturę turnieju, gdzie ważne spotkania przeplata się z meczami o mniejszym znaczeniu. „Grasz jeden mecz w grupie, który jest ważny, potem masz dwa spotkania, które nie mają znaczenia” – analizował. To utrudnia zarówno zawodnikom jak i szkoleniowcom pracę nad systematycznym podwyższaniem formy w kierunku końcowych etapów turnieju.

Serbski trener porównał sytuację do najnowszych mistrzostw świata, gdzie podobne problemy miały miejsce. „Tak było też w ostatnich mistrzostwach świata, masz przerwę cztery dni, potem grasz dwa najważniejsze mecze w mniej niż 24 godziny” – opisał trudne warunki.

Konkretna propozycja zmian w harmonogramie

Grbić ma precyzyjną wizję rozwiązania problemów z harmonogramem. Zaproponował zmianę w systematyce meczów o medale, która mogłaby znacząco poprawić warunki dla wszystkich zespołów na końcowych etapach turnieju. „Myślę, że to, co dana organizacja, FIVB czy CEV, musi zrobić, to żeby grać półfinał, dzień przerwy, a potem mecze o medale” – zaznaczył swoje stanowisko.

Selekcjoner wskazał na absurdalność obecnego systemu, gdzie zespół przegrywający półfinał musi zagrać o medal zaledwie kilkanaście godzin później. „Bo jeśli ty grasz o godz. 21 i następnego dnia musisz grać o 15, bo przegrałeś półfinał, to nie jest dobrze” – podkreślił wagę zmian.

Grbić bronił się przed możliwością zarzutu konserwatyzmu, wskazując że organizacje sportowe regularnie wprowadzają zmiany w innych aspektach. „Wymówką jest, że od 30, 50 lat tak gramy. Nie, zmieniamy dużo rzeczy, które są mniej ważne. Bardzo często. A to rzecz, która według mnie decyduje, czy zdobędziesz medal w danym turnieju” – podkreślił ze stanowczością serbski szkoleniowiec.