W sobotę po południu na przejściach granicznych między Polską a Ukrainą pojawiły się pierwsze poważne utrudnienia w przeprowadzaniu odpraw. Jak wyjaśnił komendant główny Straży Granicznej gen. dyw. Robert Bagan, przerwy w normalnym funkcjonowaniu przejść były bezpośrednią konsekwencją zagrożenia atakami bezzałogowych statków powietrznych.
Nocny incydent w Dorohusku
Sytuacja uległa znacznemu pogorszeniu podczas nocy, kiedy doszło do rosyjskiego ataku w bezpośredniej bliskości przejścia granicznego w Dorohusku. Rosyjskie uderzenie było na tyle intensywne, że konieczna okazała się natychmiastowa ewakuacja.
Z placówki granicznej ewakuowano ponad 280 osób, wśród których znaleźli się zarówno podróżni oczekujący na przeprawę, jak i funkcjonariusze Straży Granicznej oraz pracownicy innych służb obecnych na terenie przejścia.
Skalę ataku świadczy uszkodzenie infrastruktury
Siła wybuchu była tak ogromna, że jej skutki były dobrze widoczne na polskiej stronie granicy. Według relacji gen. dyw. Roberta Bagana, eksplozja była na tyle potężna, że nawet szyby w budynku placówki uległy wstrząśnięciu. Ten szczegół doskonale ilustruje intensywność i bliskość rosyjskiego ataku.
Przyczyny utrudnień na granicy
Przerwy w działalności przejść granicznych nie były nagłym zdarzeniem, lecz wynikiem zaplanowanych działań bezpieczeństwa. Straż Graniczna, przewidując potencjalne zagrożenia ze strony rosyjskich bezzałogowych statków powietrznych, musiała podjąć odpowiednie środki ostrożności już od soboty po południu.
Sytuacja na granicy polsko-ukraińskiej pozostaje napięta, a bezpieczeństwo podróżnych i pracowników służb wymaga stałego monitorowania i szybkiego reagowania na pojawiające się zagrożenia związane z rosyjskimi działaniami militarnymi.
