Sprawa pobytu Marcina Romanowskiego w separatystycznej республике Naddniestrze budzi coraz więcej wątpliwości. Pierwotne doniesienia o jego obecności w Tyraspolu, stolicy tej terytorialnie kontrolowanej przez Rosję mołdawskiej prowincji, coraz bardziej się komplikują. Prokuratura dysponuje bowiem informacjami, które podważają wiarygodność zarówno deklaracji samego polityka, jak i dowodów mających potwierdzać jego pobytu na tych terenach.
Oficjalne potwierdzenie a rzeczywiste dowody
Na początku sierpnia premier Donald Tusk deklarował, że służby państw z regionu, z którymi Polska współpracuje, potwierdziły pobyt Marcina Romanowskiego w Naddniestrzu. Tusk wyraził się z dużą pewnością, stwierdzając, że polityk znajduje się tam w dziewięćdziesiąt dziewięć procent.
Rzeczywista sytuacja okazała się jednak znacznie bardziej skomplikowana. Prokuratura, dysponując bardziej szczegółowymi informacjami, nie posiada żadnych wiarygodnych dowodów potwierdzających pobyt Romanowskiego w Tyraspolu czy gdzie indziej w Naddniestrzu. Służby przystąpiły do gruntownej weryfikacji wszystkich zgłoszonych faktów, a wyniki tej analizy okazały się dla stanowiska rządu niepomyślne.
Pusty plac zamiast rzeczywistego adresu
Według ustaleń prokuratury, Romanowski miał deklarować swój pobyt pod konkretnym adresem w Tyraspolu. Jednak gdy śledczy zdecydowali się sprawdzić tę informację, okazało się, że wskazana lokalizacja to nic innego jak pusty plac. Brak było jakichkolwiek śladów zamieszkania czy pobytu polityka w podanym miejscu.
Jeszcze bardziej problematyczną kwestią stał się list żelazny, o który Romanowski się ubiegał. Szczególnie zadziwiająca okazała się przesyłka zawierająca ten dokument. Pieczęć na kopercie nie pochodziła z Tyraspola, lecz z innej mołdawskiej miejscowości – Bendery. To rozbieżność budziła istotne pytania dotyczące faktycznego miejsca, skąd dokument został wysłany, oraz czemu adres deklarowany przez polityka nie pokrywa się z rzeczywistym punktem wysyłki.
Międzynarodowe służby nie zarejestrowały przekroczenia granic
Prokuratura przeprowadziła szczegółowe sprawdzenie z udziałem służb trzech krajów sąsiadujących z Polską i potencjalnie znajdujących się na trasie ewentualnego wyjazdu Romanowskiego. Informacje pozyskane od:
- służb Mołdawii,
- służb Rumunii,
- służb Ukrainy
jednoznacznie wskazywały, że osoba zarejestrowana jako „Marcin Romanowski” nie przekraczała granic tych krajów w ostatnich latach. Jest to szczególnie znaczące, bowiem aby dostać się z Polski do Naddniestrza, praktycznie niemożliwe jest dokonać tego bez przejścia przez jeden z tych krajów.
Alternatywna tożsamość – wyjaśnienie czy przykrycie?
Polityk sam próbował wyjaśnić tę anomalię. Twierdził, że posługuje się paszportem wystawionym na inną tożsamość, co teoretycznie mogłoby tłumaczyć nieobecność jego nazwiska w rejestrach granicznych państw sąsiednich. Takie wyjaśnienie wydaje się jednak niewystarczające dla organów ścigania.
Prokuratura uznała tę argumentację za próbę uniknięcia odpowiedzialności i podważyła wiarygodność całej linii obronnej Romanowskiego. Użycie alternatywnego dokumentu tożsamości w kontekście toczącego się postępowania karnego budzi uzasadnione wątpliwości śledczych.
Wątpliwości wokół autentyczności listu żelaznego
Dodatkowe komplikacje pojawiły się w związku z samym listem żelaznym. Nie ma pewności, czy dokument ten rzeczywiście pochodził od samego Romanowskiego. Proceduralna strona sprawy również wzbudza wiele pytań:
- sąd nie otrzymał formalnego wniosku o oryginał listu i koperty,
- prokuratura nie uzyskała tego dokumentu w oficjalnym trybie,
- działania służb miały charakter wyłącznie nieformalny.
Brak formalności w postępowaniu znacznie utrudnia weryfikację autentyczności dokumentu i ustalenie jego rzeczywistego pochodzenia. Pieczęć wskazująca na Benderę, a nie Tyrasopol, dodatkowo potęguje wątpliwości dotyczące szczegółów całej sprawy.
Dlaczego prokuratura wstrzymuje się z potwierdzeniem?
Prokuratura nie spieszy się z oficjalnym potwierdzeniem pobytu Romanowskiego w Naddniestrzu, mimo wcześniejszych zapewnień rządu. Powód jest pragmatyczny – pracownicy organów ścigania obawiają się, że zbyt pośpieszne potwierdzenie mogłoby mieć daleko idące konsekwencje prawne. Takie działanie mogłoby potencjalnie doprowadzić do uchylenia Europejskiego Nakazu Aresztowania, co z kolei mogłoby ułatwić politykowi ucieczkę i utrudnić prowadzenie postępowania.
Stanowisko prokuratury reprezentuje zatem ostrożne podejście, oparte na dostępnych faktach i weryfikowalnych informacjach, w odróżnieniu od wcześniejszych, bardziej optymistycznych deklaracji strony rządowej.
